Przyszłość edukacji jest zróżnicowana

Jakie są wizje przyszłości? Jaki cel powinien przyświecać nauce w 2046 roku? To tylko niektóre z pytań zadanych Alexandrowi M. Sidorkinowi przez Head of Culture&Trends Aleksandrę Trapp. Wywiad ukazał się w raporcie „Przyszłość edukacji. Scenariusz 2046”, którego partnerem jest Collegium Da Vinci.

Wywiad z Alexandrem M. Sidorkinem obecnie dziekanem College of Education, California State University Sacramento, wcześniej pełnił funkcje m.in. dyrektora Center for the Study of Innovations in Education, Institute of Education, HSE University oraz School of Teacher Education, University of Northern Colorado. Autor książek: Beyond Discourse: Education, the Self, and Dialogue czy Labor of Learning: Market and the Next Generation of Educational Reform.

Jaka jest Pana wizja edukacji w 2046 roku?

Nie sądzę, aby nasze wyobrażenia o edukacji mogły tworzyć rzeczywistość. Byłoby miło, gdybyśmy mieli nieograniczone zasoby i możliwości i mogli urealnić nasze marzenia, niestety, nie ma na to miejsca w edukacji, szczególnie w szkolnictwie wyższym, ponieważ jest to ogromna gałąź gospodarki, za którą idą spore sumy pieniędzy i duże zasoby ludzkie. Jest wiele ograniczeń w kwestii tego, co można zrobić w edukacji, jeśli chodzi o jej przyszłość, jednak – obawiam się – nasze śmiałe marzenia nic tu nie zmienią.

To w takim razie – inaczej. Jaki Pana zdaniem cel powinien przyświecać nauce w 2046 roku?

Ciężko mówić tylko o jednym celu. Myślę, że możemy m wić o podziale na dwa typy szkolnictwa wyższego – on tak naprawdę zresztą istniał od zawsze. W pierwszej kolejności mamy do czynienia z wizją edukacji w zakresie sztuk wyzwolonych, które przygotowują do życia w bardzo ogólnym sensie albo do wykonywania bardzo różnych zawodów.

Jest też drugi typ – znacznie bardziej sprofesjonalizowany, który przygotowuje do wykonywania konkretnego zawodu. Ten podział istnieje, odkąd działają szkoły wyższe, jednak ostatnio stał się on znacznie bardziej widoczny. Uczelnie stopniowo zaczynają podążać dwiema różnymi drogami, choć ciągle są one ze sobą strukturalnie połączone.

A kim będzie uczeń przyszłości? Czy można spróbować go jakoś opisać?

Jedną z rzeczy, których powinniśmy się spodziewać do roku 2046, jest zmiana na rynku pracy. Wśród ekonomistów toczy się dyskusja na temat powszechnego bezrobocia wśród społeczeństwa, choć nie wiadomo jeszcze, kiedy na dobre zetkniemy się z tym zjawiskiem. Pewne jest, że ostatecznie rynek pracy znacząco się skurczy – wszystko z powodu automatyzacji wielu procesów.

Osoby pobierające edukację podzielą się na dwie różne i nierówne grupy. Do pierwszej z nich będą należeć ludzie, którzy zdobędą kilka bardzo dobrze płatnych, luksusowych, wciąż istniejących miejsc pracy, a pozostali podejmą wyższe wykształcenie, by odkryć sens życia lub go swojemu życiu nadać. Te dwie grupy będą się coraz bardziej różnić od siebie.

Co zatem będzie stanowić motywację do nauki?

Jeśli ta dywergencja będzie się utrzymywać, motywacje staną się zróżnicowane. Dla niektórych os b zdobycie wykształcenia będzie drogą do znalezienia naprawdę dobrze płatnej i interesującej pracy. Dla innych – będzie to tylko kolejny etap ich życia. Doświadczenie, które zdobędą jako studenci, pomoże im zrozumieć, kim są i gdzie jest ich miejsce w świecie.

Uważa więc Pan, że w tej dziedzinie nie nastąpią żadne rewolucyjne zmiany?

Szkoły nie są tylko instytucjami edukacyjnymi, one są również ważnymi instytucjami społecznymi i jako instytucje społeczne charakteryzuje je swego rodzaju inercja – tak jak w wypadku posyłaniu dzieci do szk ł. Robi się to nie tyle po to, aby się tam czegoś nauczyły, ale zdecydowanie bardziej po to, aby doświadczyły, czym jest edukacja. Uniwersytety prawdopodobnie pozostaną w dużej mierze takie same, to znaczy kampus uniwersytecki w 2046 roku na pewno trochę wypięknieje i stanie się nowocześniejszy, ale założenia pozostaną takie same, gdyż uniwersytet przedstawia pewien ideał tego, jak człowiek powinien spędzić swoje najlepsze lata. Proces pobierania nauki jako takiej prawdopodobnie się zmieni, ale doświadczenia uniwersyteckie pozostaną identyczne.

Skoro proces nauki się zmieni, to jak będzie on wyglądać?

Doświadczamy obecnie czegoś, co przez naukowców określane jest „umasowieniem edukacji”. Proces ten rozpoczął się w latach 60. XX wieku i w wielu krajach wciąż się rozwija. A pojawi się jeszcze więcej uczelni wyższych. Warto pamiętać, że miliardy ludzi w krajach rozwijających się wciąż nie ma dostępu do edukacji na wyższym poziomie, ale i to ostatecznie się zmieni.

Uniwersytety i szkolnictwo wyższe staną się jeszcze większym segmentem gospodarki. Kto będzie dzielił się wiedzą? To dość interesująca kwestia w świetle tego, że czeka nas zmiana polegająca na tym, że szkoły wyższe będą bardziej skupiać się na dostarczaniu doświadczeń, a mniej na przekazywaniu wiedzy. Już teraz ważne jest to, kogo znasz, kto jest twoim mentorem, z kim chodzisz na wykłady, jak wygląda wasza komunikacja. Sama wiedza jest powszechnie dostępna i można zdobyć ją gdzie indziej. Tym samym rola profesor w uniwersyteckich będzie się zmieniać: przestaną oni już dostarczać informacje faktograficzne, ale staną się kimś w rodzaju kurator w wiedzy – to nowa umiejętność, której wykładowcy będą musieli się nauczyć.

Jakie Pana zdaniem są główne wyzwania stojące przed edukacją, w tym w szkolnictwem wyższym?

Bez wątpienia głównym wyzwaniem są koszty. Powstała nawet cała teoria ekonomiczna nazywana chorobą kosztową Baumola, która wyjaśnia, dlaczego uczelnie są tak drogie w utrzymaniu. Przede wszystkim ich działanie opiera się na ludzkim zaangażowaniu – przecież nie można zbudować relacji ze swoim profesorem, jeśli jest on robotem… Nie ma jak w sposób wykładniczy zwiększyć wydajności wykładowców. Podobnie jak w teatrze i kilku innych branżach, tak i w edukacji koszty osobowe z czasem stają się coraz wyższe, a ich koszt rzeczywisty zaczyna przekraczać stopę inflacji. Głównym więc wyzwaniem jest sprawić, by szkolnictwo wyższe generowało mniej kosztów, a jednocześnie w jakiś sposób
przynosiło więcej korzyści.

Jak to zrobić?

Nie wiem tego. Gdybym znał odpowiedź na to pytanie, już dawno cieszyłbym się swoim Noblem. Nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Większe uniwersytety stają się coraz mniej wydajne, ponieważ rozrasta się ich nic niewnosząca część administracyjna. Koszty peryferyjne uczelni powinny zostać drastycznie obcięte: wszystkie dodatkowe usługi, wydatki na służby porządkowe, biuro kwestora, doradztwo i inne koszty osobowe powinny zostać zredukowane. Równocześnie nie można zmniejszyć liczby profesor w pracujących na uczelni – to oni gwarantują, że studenci chcą studiować w danej szkole i za to płacić. Nie ma przy tym znaczenia, czy, tak jak w niektórych krajach europejskich, jest to finansowanie publiczne, czy model, gdzie część koszt w pokrywa sektor publiczny, a część prywatny, czyli tak jak w Stanach Zjednoczonych. Po prostu nikt nie ma wystarczających środków, aby dalej pokrywać wszystkie koszty szkolnictwa wyższego.

Bez wątpienia głównym wyzwaniem są koszty. Powstała nawet cała teoria ekonomiczna nazywana chorobą kosztową Baumola, która wyjaśnia, dlaczego uczelnie są tak drogie w utrzymaniu. Przede wszystkim ich działanie opiera się na ludzkim zaangażowaniu – przecież nie można zbudować relacji ze swoim profesorem, jeśli jest on robotem… Nie ma jak w sposób wykładniczy zwiększyć wydajności wykładowców. Podobnie jak w teatrze i kilku innych branżach, tak i w edukacji koszty osobowe z czasem stają się coraz wyższe, a ich koszt rzeczywisty zaczyna przekraczać stopę inflacji. Głównym więc wyzwaniem jest sprawić, by szkolnictwo wyższe generowało mniej koszt w, a jednocześnie w jakiś sposób przynosiło więcej korzyści.

Jak będzie wyglądał proces edukacyjny w przyszłości? Czy będzie tak jak teraz, że studiujemy trzy, pięć czy osiem lat, czy też nastąpią jakieś zmiany w tym zakresie?

Kierunek zmian nie jest jednorodny. Już teraz ludzie bardzo r żnie spędzają czas na uczelni.Można studiować trzy lata lub 20 lat i zawsze będzie pokusa, żeby zaproponować jedną właściwą ścieżkę edukacji, ale to się w praktyce

nie sprawdza. Ludzie potrzebują bardzo różnych rzeczy, a ich skłonności i preferencje będą się dalej różnicować. Przyszłość to zatem więcej różnorodnych rozwiązań, bo ciężko mówić o jakimś jednym dominującym trendzie.

Analizując tę kwestię, musimy zadać sobie kilka pytań: czy na uczelniach będą prowadzone zajęcia, czy będą odbywać się wykłady? Już teraz widzimy na przykład, że duże otwarte wykłady przechodzą do lamusa. Zostają one zastąpione przez pewnego rodzaju zajęcia online, ponieważ różnica między wykładem przeprowadzonym online a tradycyjnym wykładem nie jest aż tak znacząca. Obserwujemy jednak także przeciwstawny trend. W USA nazywa się go „doświadczeniem pierwszego roku”, gdzie studenci uczęszczają na małe seminaria z wybitnymi profesorami, co gwarantuje wysokiej jakości osobistą interakcję. Jest to bardzo kosztowne rozwiązanie, ale sprawdza się całkiem dobrze, jeśli chodzi o tworzenie poczucia doświadczenia interpersonalnego. Przyszłość w szkolnictwie wyższym i edukacji w ogóle jest umiejętnością budowania, utrzymywania i wspierania relacji w sferze edukacji, gdyż sama pozyskana przez student w wiedza to raczej produkt uboczny szkolnictwa.

Na koniec mam pytanie o COVID-19. Czego nauczyła nas pandemia, jeśli chodzi o edukację?

Mamy tu zarówno dobre, jak i złe wieści. Dobrą wiadomością jest to, że potrafiliśmy wykorzystać w edukacji doświadczenie związane z wirusem, gdyż w wielu częściach świata prawie całkowicie przeszliśmy na tryb online. Okazało się to trudne, ale wykonalne. Studenci i wykładowcy liczeni w setkach tysięcy zdobyli swoje pierwsze doświadczenie w nauczaniu przez internet. Teraz wiemy, że to jest możliwe. Może jeszcze niedoskonałe, może jakość transmisji pozostawia nieco do życzenia, ale drzwi zostały już wyważone. Epidemia COVID-19 unaoczniła, że edukacja zajmuje się sprzedażą doświadczeń, a nie wiedzy. To, czego brakuje ludziom, to nie książkowa wiedza. Brakowało im kontaktu z drugą osobą, czasu spędzonego razem, nieformalnej komunikacji, doświadczenia bycia na kampusie i spotkań ze znajomymi. Wszystko to jest niematerialne, ale okazało się o wiele ważniejsze, niż myśleliśmy. To, czego się nauczyliśmy, to fakt, żeby więcej inwestować w rzeczy, które cenimy, a kwestię przekazywania wiedzy zorganizować w inny sposób.

Wywiad ukazał się w raporcie „Przyszłość edukacji. Scenariusze 2046”, który powstał we współpracy z Collegium Da Vinci.

Ostatnie raporty

Miasto Przyszłości

Miasto Przyszłości

Z jakimi wyzwaniami mierzyć się będzie Gdańsk i jego mieszkańcy w perspektywie najbliższych 50 lat? […]
POBIERZ
Mapa Trendów

Mapa Trendów

Mapa trendów prezentuje najważniejsze 42 trendy w podziale na ich poziom dojrzałości oraz 5 kategorii.
POBIERZ
Przyszłość w erze cyfrowej zmiany

Przyszłość w erze cyfrowej zmiany

Transformacja cyfrowa nie jest nowym zjawiskiem. Tak naprawdę trwa już od 20 lat. Zaczęła się […]
POBIERZ
Zamknij

Pobierz bezpłatnie:
Przyszłość edukacji. Scenariusze 2046

Zamawiam z obowiązkiem zapłaty:
Przyszłość edukacji. Scenariusze 2046

Cena netto: zł VAT: zł Cena brutto (do zapłaty): 0 zł
  • Dane do wystawienia FV proforma:

  • Pełna nazwa potrzebna do wystawienia FV proforma
  • Numeru NIP potrzebujemy do wystawienia FV proforma
  • Moje dane osobowe podane w powyższym formularzu będą przetwarzane przez INFUTURE.INSTITUTE, prowadzony przez firmę INFUTURE.INSTITUTE Natalia Hatalska-Woźniak, nr NIP 9581316257, z siedzibą w Gdańsku, ul. Doki 1 (80-958 Gdańsk), administratora danych osobowych, w celu przetworzenia zapytania. Podanie danych jest niezbędne do przetworzenia zapytania.Podstawą przetwarzania danych jest moje żądanie.Dane osobowe będą przetwarzane na czas przetworzenia zapytania. Zostałem poinformowany, że przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania ograniczenia ich przetwarzania lub usunięcia, a także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.